Europa

Bratysława – w cieniu Wiednia i Budapesztu

Zanim we wpisie pojawi się Bratysława, trochę wstępu po dłuższej nieobecności. Przybyło nowych obowiązków, ale mam na uwadze to, że przydałoby się podkręcić częstotliwość wpisów;)

Taki trochę przydługi wstęp

Chociaż aktywność na blogu spadła, to aktywność podróżnicza wzmogła się ostatnimi czasy. Byliśmy również na dwutygodniowym urlopie, więc trochę materiałów udało się zebrać. Teraz czas na przygotowanie formy pisemnej

Zaczniemy właśnie od urlopu, a konkretnie od jego pierwszego dnia. No dobra, od drugiego, bo pierwszy to była pełna przygód droga do Bratysławy.

Poza tym, ze tradycyjnie nie wyjechaliśmy o założonej godzinie, wpadliśmy w długi sznur aut ciągnący się w kierunku Sudetów. Jakoś nie wzięliśmy wcześniej pod uwagę faktu, że 15 sierpnia zaczyna się długi weekend i ruch może być większy niż zazwyczaj. Okazało się też, że Konstanty wcale nie jest taki chętny do podróżowania autem. Dokładając do tego złapanego kapcia i konieczność wymiany koła, podróż bardzo się nam wydłużyła.

Tu zaczynają się konkrety – dojazd i nocleg

Ogólnie podróż na trasie Wrocław – Bratysława nie powinna zająć więcej niż 6 godzin. My kierowaliśmy się na Kłodzko, Brno i potem na Bratysławę. Można skrócić czas przejazdu o godzinę, ale wiąże się to z koniecznością kupienia winiety czeskiej (około 55 PLN) i słowackiej (10 EUR). W przypadku Słowacji do przejechania jest niedługi odcinek, więc warto rozważyć przejechanie bokiem.

Ponieważ dojechaliśmy do Bratysławy wieczorem, nie pozostało nam nic innego, jak tylko przenocować i zacząć zwiedzanie od rana. Stwierdziliśmy, że skoro już tu (tzn. w Bratysławie) jesteśmy, warto byłoby coś zobaczyć. Mieliśmy zarezerwowany tylko ten jeden nocleg, więc jakoś specjalnie nie burzyło nam to planu wyjazdu.

Nocleg zarezerwowaliśmy w hotelu Bratysława. Piszę o tym dlatego, że jest to miejsce, które naprawdę warto polecić. Nie ma wielkich fajerwerków, ale jest czysto, wygodnie, niezbyt drogo, a zwieńczeniem wszystkiego jest przepyszne śniadanie.

Zaczynamy zwiedzać

Co do samego miasta, to jak się domyślam, większość z Was wie, Bratysława jest stolicą Słowacji. Mniej ludzi wie o tym, że Bratysława jest jedyną stolicą na świecie, która graniczy z dwoma państwami. Z Austrią na zachodzie i z Węgrami na południu. Miasto ma niewiele ponad 400 tysięcy mieszkańców, co nie czyni go specjalnie wielką metropolią. Bliskość Wiednia i Budapesztu sprawia, że turystycznie jest trochę pominięta (choć wcale tak tego nie było widać). O ile do Wiednia nie próbuję jej nawet porównywać, o tyle w starciu z Budapesztem, Bratysława nie jest wcale na straconej pozycji. Ma ona do zaoferowania wiele ciekawych miejsc, z których część zostanie tutaj wymieniona.

Po obfitym śniadaniu wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Zaparkowaliśmy tuż obok zamku. Parkingi w okolicy nie należą do najtańszych. 1 EUR za 20 minut lub 3 EUR za godzinę w zależności od miejsca. Na szczęście maksymalna opłata dzienna to 12 EUR, więc po 4 godzinach nie nalicza już więcej. Jakby jednak nie było, 12 EUR za parking to trochę jest.

Zamek i parlament

Jesteśmy u stóp zamku, ale pierwsze kroki kierujemy w stronę słowackiego parlamentu. Jest to stosunkowo niewielki, ale ładnie położony budynek. Widok na Dunaj i setki wiatraków za rzeką jest naprawdę ciekawy. Rzeczone wiatraki znajdują się już na austriackiej ziemi.

Następnie przechodzimy już na teren zamku i tutaj widoki są jeszcze ciekawsze. Nic dziwnego wzgórze, na którym stoi zamek wznosi się 85 metrów ponad poziom Dunaju. Dodając do tego wysokość samego zamku, stojąc na murach, możemy podziwiać naprawdę piękną panoramę miasta i rzeki.

Zamek było stosunkowo niedawno remontowany, co od razu widać po wejściu na jego teren. W dolnej części znajduje się duży zielony teren. To co Pola zauważa od razu, to plac zabaw, całkiem spory, z atrakcjami dla dzieci w każdym wieku. W górnej części widoki są jeszcze lepsze.

Do tego możemy odwiedzić niewielki, ale pięknie utrzymany ogród. Poza tym w pomieszczeniach zamkowych znajduje się Muzeum Historyczne, będące częścią Muzeum Narodowego. Popatrzcie na zdjęcia, a jeśli interesuje Was historia zamku, podaję odnośnik tutaj.

Życie poza zamkiem

Po wyjściu z zamku warto obejść go dookoła i skierować się w stronę starego miasta i pospacerować po jego uliczkach. Moim zdaniem na szczególną uwagę zasługuje Hviezdoslavovo namestie z małymi uroczymi fontannami.

Warto się przejść ulicą Panską. Dochodząc do skrzyżowania z Laurinską i Rybarską Braną patrzcie uważnie pod nogi. Znajduje się tutaj dość nietypowy pomnik. Man at work przedstawia mężczyzną wychodzącego z kanału. W tym miejscu, zobaczymy największe zagęszczenie ludzi w całej Bratysławie. Każdy chce sobie zrobić zdjęcie z kanalarzem i poklepać go po głowie. Podobno jest to najchętniej fotografowany pomnik na Słowacji.

Wyróżnić mogę jeszcze ulicę Michalską, zakończoną Michalską Bramę, przez którą wychodzi się ze starego miasta na bardziej ruchliwe ulice. Po przejściu przez bramę, warto udać się na krótki spacer w stronę pałacu prezydenckiego. Nie jest on może jakąś wielką perłą architektury, ale skoro już się tu jest, to myślę, że warto te kilka kroków zrobić.

Wracając w stronę zamku znowu przechodzimy przez stare miasto i jego piękne klimatyczne uliczki. Kilka z nich wcześniej wyróżniłem, ale tak naprawdę warto poprzechadzać się na spokojnie. Centrum Bratysławy skrywa wiele ciekawych zakątków.

Co ważne, po mieście można się bez problemu poruszać wózkiem dziecięcym. Nie udało się nam podjechać pod budynek parlamentu, ale tylko dlatego, ze trwał remont podjazdu. Trasa poniżej murów zamku i zejście ze wzgórza zamkowego do centrum jest dość strome (miejscami wąskie) i wyłożone kostką. Pewnie nie zwróciłbym na to szczególnej uwagi, gdyby nie to, że chwilę wcześniej trochę popadało i miejscami zrobiło się ślisko. Na tym odcinku trzeba wyjątkowo uważać, ale trasa dla wózków jest jak najbardziej dostępna.

Dobrze wiemy, że nie zobaczyliśmy wszystkiego. Trochę ze względu na pogodę, trochę ze względu na czas, ale trochę też po to, żeby mieć pretekst do przyjechania tu następnym razem;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *