Polska,  Strona główna,  Świętokrzyskie

Łysica – Korona Gór Polski 1/28

Góry fascynowały mnie od zawsze. Bliskość Gór Świętokrzyskich sprawiała, że Łysica była dość częstym celem naszych rodzinnych wycieczek. Korona Gór Polski to coś co w mojej głowie siedziało od dawna. Gdy Pola miała 5 lat, a Kostek zaledwie kilka miesięcy, pomysł wrócił. Po zapoznaniu się z regulaminem Klubu Zdobywców Korony Gór Polski, okazało się, że z realizacją projektu musimy jeszcze trochę poczekać. Jeden z punktów regulaminu stanowi, że minimalny wiek członka Klubu to 7 lat. Wtedy też zapadła decyzja o prezencie, który Pola dostanie na swoje siódme urodziny.

Projekt #polawkoronie

Dwa lata później wysłaliśmy zgłoszenie do Klubu. Zgłoszenie obejmowało 3 osoby: Polę, Gosię i mnie – Kostek jest jeszcze zbyt młody. Zaczęliśmy już zastanawiać się, który szczyt będzie tym pierwszym. Pola była już wprawdzie na Ślęży i Wielkiej Sowie, ale wejścia sprzed przystąpienia do Klubu się nie liczą. W zasadzie to Pola była nawet na Śnieżce, ale jako, że był to wjazd kolejką, to nawet nie próbujemy tego zaliczać.

Ślęża i Wielka Sowa nadal były w gronie faworytów, bo w końcu są najbliżej Wrocławia. Jednak czas wysłania zgłoszenia i przewidywanego oczekiwania (do 3 tygodni), pokazywał, że książeczki dostaniemy tuż przed naszym urlopem. Ten z kolei już z dużym wyprzedzeniem wiedzieliśmy, że zakończy się wizytą w Kielcach. Na czoło wysunęła się więc Łysica. Nie wiedzieliśmy tylko jak urlop się zacznie. To w dużej mierze zależało od prognozy pogody. Ta łaskawsza była dla północy kraju, a tam jak wiadomo, próżno szukać zdobyczy do Korony Gór Polski. Łysica była już w zasadzie pewniakiem.

Kilka dni w Kielcach upłynęło pod znakiem bardzo słonecznej pogody. My dla pewności, już w drugi dzień postanowiliśmy wyskoczyć po swoją pierwszą pieczątkę inicjując oficjalnie nasz projekt #polawkoronie.

Góry Świętokrzyskie

Zanim jednak przejdę do sedna, pozwolę sobie na dosłownie kilka zdań na temat Gór Świętokrzyskich, ponieważ tego na blogu jeszcze u nas nie było.

Góry Świętokrzyskie są jednymi z najstarszych gór w Polsce. Wypiętrzone około pół miliarda lat temu, a następnie odmładzane przez kolejne orogenezy: kaledońską, hercyńską i alpejską. Przez tyle lat podlegały również erozji, stąd też obecne ukształtowanie jest bardziej wyżynne niż typowo górskie, choć oczywiście wybijają się one wyraźnie ponad otaczające je obszary.

Góry Świętokrzyskie są górami dość rozległymi. Główny Szlak Świętokrzyski prowadzący z Gołoszyc do Kuźniak ma 105 kilometrów długości. Główny ciąg pasm to około 70 kilometrów, więc nadal jest to kawałek. Najwyższym pasmem są Łysogóry, z najwyższym szczytem Łysicą. Wchodząc na Łysicę tyle razy, wchodziłem zawsze na szczyt o wysokości 612 m n.p.m. Czasy się jednak zmieniły i najnowsze pomiary wskazują wysokość 614 m n.p.m. Technika idzie do przodu, a może Łysica po prostu urosła? Jakby nie było, miło, że wysokość zmieniła się “w górę”.

Łysica

To jednak jeszcze nie jest wszystko. Najnowsze pomiary wykazały, że Łysica wcale nie jest najwyższym szczytem Gór Świętokrzyskich. Jest nim natomiast Skała Agaty, czasem w sumie opisywana jako wschodni wierzchołek Łysicy. Wysokość się tu jednak nie zmienia, jest to nadal 614 m n.p.m. Różnica w wysokości między tymi wierzchołkami wynosi kilkadziesiąt centymetrów. Inna różnica polega na tym, że na Skałę Agaty nie prowadzi szlak turystyczny. Przebiega tuż obok, ale na samą skałę nie wchodzi.

Łysica jest za to w pełni dostępna wytyczonym szlakiem turystycznym i oficjalnie to Łysica podawana jest jako najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich. Tym samym jest ona jednym ze szczytów, na które trzeba wejść, chcąc uzyskać tytuł Zdobywcy Korony Gór Polski.

Wspomnę jeszcze o jednym szczycie w paśmie Łysogór, a mianowicie o Łysej Górze. Nie zabraknie na pewno wpisu na blogu i z tego miejsca, ale chcę w tym momencie o tym szczycie wspomnieć, ponieważ stoi na nim klasztor, w którym znajdują się relikwie Drzewa Krzyża Świętego. Stąd też obok nazwy Łysa Góra, funkcjonuje też druga nazwa szczytu – Święty Krzyż. Myślę, że w tym momencie nie muszę już tłumaczyć skąd pochodzi nazwa Gór Świętokrzyskich.

Święta Katarzyna

Po tym przydługim wstępie, czas ruszać w drogę. Wejście na Łysicę najlepiej rozpocząć w miejscowości Święta Katarzyna. Znajduje się ona około 25 kilometrów od Kielc. Dojazd własnym autem zajmuje około pół godziny. Święta Katarzyna jest dosyć dobrze skomunikowana z Kielcami, jeśli chodzi o transport publiczny.

Auto można zostawić na bezpłatnym parkingu znajdującego się niemal naprzeciwko klasztoru bernardynek. Przy parkingu znajduje się bezpłatna toaleta (taka super: z mydłem i papierem) oraz punkt informacji turystycznej.

Zmierzając do wejścia na szlak, mijamy wspomniany już klasztor, a właściwie zespół klasztorny bernardynek. Wybudowany w XV wieku, początkowo dla bernardynów. Panowie udostępnili klasztor paniom na początku XIX wieku.

Według legendy, założycielem klasztoru był Wacławek, rycerz króla Jagiełły, który dzielnie walczył z tatarami. Pomimo sporego majątku i poważania w społeczeństwie, wybrał on życie pustelnika. Dotarł w Góry Świętokrzyskie i wdrapaniu się na szczyt Łysicy, ujrzał u jej stóp małą wioskę, w której postanowił się osiedlić. Sprowadził kilku benedyktynów i zbudował im drewniany kościół ku czci świętej Katarzyny. W jej wnętrzu umieszczona została figura patronki, którą Wacławek przywiózł z jednej z wypraw do Ziemi Świętej. Od tego czasu miejscowość, zaczęto nazywać Świętą Katarzyną.

Figurka świętej Katarzyny, rzeczywiście ozdabiała klasztor, ale prawdopodobnie nie przetrwała pożaru, który miał tutaj miejsce w XIX wieku. Obecnie znajduje się tutaj jej replika.

Początek szlaku – Kapliczka i Źródełko świętego Franciszka

Tuż za ogrodzeniem klasztoru skręcamy w lewo w gruntową drogę, wchodząc jednocześnie na czerwony szlak, który zaprowadzi nas na szczyt Łysicy. Po kilkuset metrach docieramy do wejścia na teren Świętokrzyskiego Parku Narodowego i kasy biletowej. Cena biletu do 8 PLN za bilet normalny i 4 PLN za bilet ulgowy. Dzieci do 7 roku życia wchodzą bezpłatnie. Bilety można kupić również online, na stronie: https://swietokrzyskipn.eparki.pl/.

Warto dodać, że Świętokrzyski Park Narodowy jest najstarszym po Białowieskim i Pienińskim parkiem narodowym w Polsce. Został założony już w 1950 roku. Ochrona przyrody rozpoczęła się tutaj już w 1920 roku, kiedy to utworzono rezerwat na Górze Chełmowej, na której znajdują się stanowiska modrzewia polskiego.

Od razu po wejściu na teren parku, stoi pomnik i mogiły ofiar egzekucji, które wydarzyły się w tym miejscu w czasie II Wojny Światowej. Oto zdjęcia kilku z nich.

Dosłownie po 3 minutach dochodzimy do Kapliczki i Źródełka świętego Franciszka. Zaczynając od kapliczki, jest to niewielka drewniana budowla. Jej historia sięga połowy XVII wieku, choć ta którą możemy podziwiać obecnie datowana jest na wiek XIX. Kapliczka jest zamknięta, ale przez drzwi możemy zajrzeć do środka i obejrzeć skromne, ale piękne wnętrze.

Jeśli chodzi o źródełko, jest ono obecnie obudowane i ogrodzone. Dla chcących skorzystać z wody wypływającej ze źródełka, jest takie miejsce gdzie wyprowadzona jest ona poza ogrodzenie. Dalej tworzy niewielki strumyczek biegnący wzdłuż szlaku w stronę kasy biletowej. Sama woda do picia raczej się nie nadaje. Powiadają jednak, że pomaga ona w chorobach oczu.

Ruszamy w górę

Z tego miejsca ruszamy już pod górę. Podejście nie jest zbyt wymagające, ale nie jest też najprostsze. Jeśli wybieracie się z dzieckiem, wózkiem tu nie podjedziecie. Trasa cały czas prowadzi przez las, więc widoków tu większych nie ma. Warto mieć jednak na uwadze, że nie jest to zwykły las, lecz Puszcza Jodłowa, a więc jodłowy bór mieszany, mający charakter endemiczny. Oznacza to, że jest to unikat, którego w takiej formie nie zobaczycie nigdzie indziej.  Co jakiś czas są tablice informacyjne, mówiące o różnego rodzaju ciekawostkach dotyczących Gór Świętokrzyskich i Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Oto kilka z nich.

Tuż przed szczytem dochodzimy do gołoborza, a więc rumowiska skalnego. Gołoborze oznacza miejsce gołe od boru, a więc po prostu nieporośnięte lasem. Gołoborze na zboczu Łysicy nie jest największym w paśmie Łysogór (takowe znajduje się na Łysej Górze), ale i tak robi wrażenie. Geneza jego powstania to, rozpatrując temat w kategoriach geologicznych, stosunkowo niedawne czasy. Przyczynił się do tego klimat peryglacjalny jaki panował na tym obszarze na przedpolu lądolodu kilkadziesiąt tysięcy lat temu. Wahająca się w okolicach 0oC temperatura, powodowała zamarzanie i rozmarzanie wody znajdującej się w szczelinach skalnych. Na skutek tego procesu, zwanego wietrzeniem mrozowym, skały się rozpadały i pod wpływem grawitacji przemieszczały w dół stoku. Skały, które możemy tutaj zobaczyć, to piaskowce kwarcytowe, których wiek datowany jest na około 500 milionów lat.

Legenda o powstaniu gołoborza

Inne zdanie na temat powstania gołoborza mają podania ludowe. Różne są wersje legend o powstaniu gołoborza. Co więcej różnią się one również w zależności od tego, czy mówimy o gołoborzu na Łysicy, czy na Łysej Górze. Skoro jednak to Łysica jest bohaterką tego wpisu, to będzie teraz o tym. Otóż dawno temu, stał na szczycie Łysicy zamek. Mieszkały w nim dwie siostry: Agata i Jadwiga. Agata była bardzo spokojną osobą, natomiast Jadwiga, nie stroniła od różnego rodzaju rozrywek. Kiedy Jadwiga poznała przystojnego rycerza, postanowiła otruć siostrę, tak żeby mieć zamek tylko dla siebie. Pewnego dnia, kiedy Jadwiga miała dokonać tej straszliwej zbrodni, Agata wyszła na spacer. Podczas spaceru rozpętała się potężna burza. W jej trakcie pioruny roztrzaskały zamek na tysiące kamieni. Tak właśnie powstało gołoborze.

To jednak nie koniec tej historii. Jadwiga nie przeżyła burzy i została pogrzebana w ruinach zamku. Agata, która nie była świadoma zamiarów swojej siostry, rozpłakała się nad losem Jadwigi po powrocie ze spacer. Jej łzy spływały na dół w stronę Świętej Katarzyny. Utworzyły tam źródełko, które bije po dziś dzień. Mowa tu o wspominanym już źródełku świętego Franciszka.

Na szczycie

Około 3 minuty drogi od Gołoborza znajduje się szczyt Łysicy. Czas potrzebny na podejście od klasztoru w Świętej Katarzynie, to maksymalnie godzina. Na szczycie znajduje się znak informujący o tym gdzie jesteśmy. Do znaku przymocowana jest skrzyneczka z pieczątką, dla tych którzy zbierają, niezależnie od celu. Na szczycie jest również drewniany krzyż.

Jesteśmy szczęśliwi, ponieważ jest to pierwszy szczyt z Korony Gór Polski, który zdobyliśmy po przystąpieniu do klubu KGP. Pierwsza pieczątka do naszych książeczek i pierwsze zdjęcie potwierdzające naszą obecność na szczycie.

Gdyby ktoś chciał, maksymalnie 10 minut dalej szlak prowadzi koło Skały Agaty, uznawanej czasem jako wschodni wierzchołek Łysicy. Jak wspominałem wcześniej, najnowsze pomiary wykazały, że jest on wyższy o kilkanaście centymetrów od samej Łysicy.

Zejście i podsumowanie

Wracamy na dół tą samą drogą. Jeśli korzystacie z własnego auta jest to w zasadzie jedyna opcja (choć za chwilę podam jedno ciekawe rozwiązanie). Jeśli jednak korzystacie z transport publicznego i dojechaliście z Kielc do Świętej Katarzyny autobusem, istnieje możliwość kontynuacji spaceru czerwonym szlakiem w stronę Łysej Góry (czas przejścia z Łysicy, to około 4 godziny) i dalej zejście do Trzcianki lub Nowej Słupi (kolejne 45 minut). Stąd również znajdziecie połączenie w kierunku Kielc.

A teraz rozwiązanie dla tych jadącym własnym autem, albo chcącym dojechać autobusem z Kielc do Świętej Katarzyny lub na Święty Krzyż. Samorząd Województwa Świętokrzyskiego oraz Regionalna Organizacja Turystyczna Województwa Świętokrzyskiego zorganizowały bezpłatną linię autobusową na trasie Kielce – Święta Katarzyna – Święty Krzyż. Linia działała w okresie lipiec-wrzesień 2021 i jeździła dwa razy dziennie w obu kierunkach. Można było zabrać się z Łysej Góry do Świętej Katarzyny po swoje auto.

Uważam, że jest to świetny pomysł na rozwój turystyki w regionie i mam nadzieję, że w kolejnych latach, inicjatywa będzie kontynuowana. Tak czy inaczej, nie pozostaje nic innego jak zaprosić Was do wizyty w Górach Świętokrzyskich i Świętokrzyskim Parku Narodowym. Łysica jest oczywiście punktem obowiązkowym dla przyszłych zdobywców Korony Gór Polski, zachęcam jednak do tego, żeby zatrzymać się w regionie na dłużej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.