Austria,  Europa

Wiedeń – ZOO Schönbrunn i spacer po centrum

Jak wspomniałem w poprzednim wpisie, Wiedeń odwiedziliśmy dwa razy. Za każdym razem korzystaliśmy z usług innego hotelu.

Noclegi

Pierwszy to Hotel An der Wien, który od razu przypadł nam do gustu. Dokładny opis znajdziecie na stronie internetowej. Hotel położony niedaleko Schönbrunn (4 przystanki do Zoo, 5 przystanków do samego pałacu). 5 minut spacerem od stacji metra Hütteldorf. Piękne pokoje, przepyszne śniadanie i darmowy parking przed hotelem.

Za drugim razem skorzystaliśmy z usług hotelu sieci Ibis. Konkretnie był to Ibis budget Wien Sankt Marx. Więcej o tym hotelu znajdziecie na jego stronie internetowej. Położony niedaleko zjazdu z autostrady i stacji metra Erdberg. O tym hotelu nie mogę się już wypowiedzieć w takich superlatywach jak w przypadku poprzedniego. Da się jednak wyspać i coś przegryźć z rana.

ZOO

Po wyspaniu i przegryzieniu czegoś ruszyliśmy ponownie w stronę Schönbrunn. Jednak tym razem naszym celem jest ZOO, które przedstawiane jest jako najstarsze zoo na świecie. Prawda to, czy nie, jest na pewno atrakcją, szczególnie dla dzieciaków. Godziny otwarcia i ceny biletów do znalezienia na stronie ZOO.

Porównując do polskich ogrodów zoologicznych, to co od razu rzuca się w oczy to większe i bardziej zadbane wybiegi dla zwierząt. Na nas największe wrażenie robią chyba niedźwiedzie polarne bawiące się bryłami lodu i pomieszczenie/jaskinia pełne nietoperzy, które latają wokół Ciebie.

Ogólnie jednak zoo jak zoo, sporo zwierząt, a ludzi jeszcze więcej. Jest jednak gdzie pospacerować. Co rusz mamy jakiś plac zabaw. Dzieciaki mogą więc odpocząć, dosiąść słonia czy poskromić węża.

Jedyne co nas rozczarowało, to poziom oferty gastronomicznej, a może po prostu mieliśmy pecha. Większość punktów to raczej fast food, ale są dwie jakby restauracje, choć menu nie powala. Decydujemy się usiąść w jednej z nich. Na kilka dań jedynie spaghetti z oferty dla dzieci było naprawdę smaczne i nie zalatujące chemią. No nic, z większym obiadem trochę poczekamy. Tymczasem, może uda się jeszcze coś ciekawego zobaczyć.

Kierujemy się już w stronę wyjścia. Wychodzimy w okolicach labiryntu w ogrodach Pałacu Schönbrunn i obchodzimy sobie jeszcze raz (podobnie jak dzień wcześniej) obszar między fontanną a pałacem. Relacje z wizyty w pałacu i ogrodzie znajdziecie w tym wpisie.

Centrum

Wychodzimy w stronę metra i udajemy się w stronę centrum. Muszę tutaj wspomnieć o komunikacji miejskiej, bo ta jest naprawdę niesamowicie rozwinięta. Przejazd przez Wiedeń, to szybka i komfortowa podróż. 5 linii metra to może niezbyt dużo, ale można się nim prawie wszędzie dostać. Wiedeńska sieć tramwajowa jest piątą na świecie, pod względem długości. O tym co i jak jeśli chodzi o komunikacje w Wiedniu, przeczytacie na stronie wien.info. Znajdziecie też tam informację na temat Vienna City Card, której zakup warto rozważyć jeśli macie ambitny plan zwiedzania.

Pierwsze co robimy dojeżdżając na miejsce, to szukamy miejsca na obiad. Trafia się lodziarnia, więc zaczynamy od deseru:). Lodziarnia Castelletto naprawdę daje radę i ma taki wybór smaków, że aż nie wiadomo, na który się zdecydować. Castelletto to nie tylko lodziarnia, ale i restauracja, więc i obiad udaje się zjeść ze smakiem. Jedzenie pyszne, każdy znajdzie coś dla siebie. Po obiadowej regeneracji wychodzimy na spacer po centrum Wiednia.

Na spacer z dzieciakami proponuję poniższą trasę. Ma ona długość 2,5 km. Jak na Wiedeń to niewiele, ale małe nóżki już to odczują. W niektórych miejscach trasa jest to rozbudowania. Na przykład w okolicy Parku Volksgarten można odbić zobaczyć ratusz i parlament.

Na trasie mijamy mnóstwo imponujących budowli, między innymi katedra Św. Stefana,  kompleks pałacowy Hofburg, Operę Wiedeńską i mnóstwo interesujących pomników.

Pola, jak to Pola, znalazła sobie jednak ciekawszy obiekt do podziwiania. To wielkie zraszacze, które leją wodę na Heldenplatz. Przechodziliśmy tam rok po roku i dziwnym trafem, w obu przypadkach te zraszacze tam były. Jest to idealne miejsce, bo mniej więcej w połowie proponowanej trasy. Szkoda może tylko, że tą drugą połowę pokonuje się w mokrych ciuchach. W obu przypadkach był to upalny dzień, więc w sumie odrobina wody nie zaszkodziła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *