Europa

Rovinj – perła Adriatyku

Rovinj, to niewielkie miasteczko położone w południowo-zachodniej części Półwyspu Istria, nad brzegiem Morza Adriatyckiego. Zamieszkiwane jest przez niecałe 15 tysięcy mieszkańców. Jak się jednak pewnie już domyślacie liczba osób, które można spotkać na ulicach jest zdecydowanie większa. Podobnie, jak w przypadku innych miejscowości w tej części Istrii, tak również Rovinj posiada swoją nazwę w języku włoskim – Rovigno. Wiele opisów na różnego rodzaju tablicach informacyjnych jest właśnie w językach chorwackim i włoskim. Angielskiego i niemieckiego nie brakuje, ale są one tutaj jednak na dalszym planie.

Włosi stanowią tutaj zdecydowaną większość wśród zwiedzających. W sumie się nie dziwię. Czują się jak u siebie. Gdyby ktoś zasłonił mi oczy, wywiózł do Rovinj i pozwolił się rozejrzeć, to pomijając to, że jak najszybciej próbowałbym uciec od tego szaleńca co mnie porwał i wiózł gdzieś przez tyle czasu, pomyślałbym sobie: „Łaaał, ale ładne włoskie miasteczko.” Jakbym miał taką perełkę blisko naszych granic, częściej bym tam przebywał. I to bez żadnych porwań:)

Dojazd i parkowanie

My w Rovinj nie nocowaliśmy. Tę przyjemność mieliśmy w położonej kilka kilometrów dalej, miejscowości Rovinjsko Selo. Do samego Rovinj musieliśmy więc dojechać. Ponieważ wybraliśmy auto, konieczne było znalezienie parkingu. I tutaj ważna wskazówka. Parkingów w Rovinj jest naprawdę dużo, ale dość szybko się zapełniają. Warto przyjechać więc rano do godziny 10, lub popołudniu, czyli po 16. Nie mówię, że między 10 a 16 nie znajdziecie miejsca, ale może się zdarzyć że spędzicie na jego szukaniu trochę więcej czasu, lub zmuszeni będziecie zaparkować nieco dalej i zrobić sobie dłuższy spacer. My nie mamy nic przeciwko długim spacerom, ale jak się ma ze sobą dwójkę małych dzieci to już różnie bywa. Co do ceny parkingów, płaciliśmy 10 HRK (~6 PLN) /godz. za postój w mieście i 2 HRK (~1,2 PLN)/godz. za postój przy plaży.

Gdzie popływać/opalać się?

Zacznę od plaży, jako że tą część odwiedziliśmy jako pierwszą. Po południowym zakwaterowaniu w Rovinjsko Selo, od razu popędziliśmy w stronę Rovinj pooglądać miasto z perspektywy plaży;) Dojechaliśmy do parkingu Monvi, który polecamy ze względu na jego wspomnianą już wyżej cenę oraz wielkość. Dużo samochodów stoi również zaparkowanych jeszcze bliżej plaży, przy ulicy Cesta za Škarabu. Podejrzewam jednak, że trzeba dość wcześnie wstać, żeby się tutaj zmieścić. Z parkingu wchodzimy do parku šuma Zlatni Rt, który znajduje się na malutkim cypelku (fachowo na półwyspie;)) na południe od centrum miasta. Park jest niesamowitym miejscem zarówno na kąpiel, jak i na długi spacer.

My wybraliśmy się z zamiarem zamoczenia tyłków w morzu, więc pierwsze kroki skierowaliśmy w kierunku Lone bay. Rozłożyliśmy się i trochę popływaliśmy. Jest to plaża z infrastrukturą i pięknym widokiem na miasto, ale szczerze mówiąc da się w okolicy znaleźć lepsze miejsca. Podłoże to taka jakby czerwona glinka, do tego nieustannie sypiące się igły z drzew, jakoś nam w tym momencie nie przypadły do gustu. Można przejść trochę dalej i znaleźć ustronne miejsca między skałami, choć dla rodzin z młodszymi dziećmi nie jest to najlepsza opcja. Idąc jeszcze dalej dojdziecie do miejsca z widokiem na otwarte morze i ze stanowiskami do wspinaczki przy skałach.

Idąc na południe od plaży Lone, dojdziecie do plaży Zlatni Rt. Po drodze znajduje się kilka knajpek, więc dla zmęczonych spacerem, znajdzie się okazja na chwilę wytchnienia. Dalej ścieżka poprowadzi Was w stronę plaży Zlatna uvala. Stamtąd możecie wrócić już na parking. Trasę można przejść oczywiście w odwrotnym kierunku. Na obejście tego półwyspu dookoła wolnym tempem, godzina powinna wystarczyć. Uważam, że naprawdę warto. Park jest zadrzewiony, więc nawet w gorący dzień idzie się dość przyjemnie. Widoki są naprawdę przepiękne. Chociaż wymieniłem tylko dwie plaże (trzy, włączając Lone bay), to co chwila są miejsca, w których można rozłożyć się na brzegu i wskoczyć w przejrzyste wody Adriatyku.

Zwiedzanie miasta

W drugim dniu wstaliśmy rano, zapakowaliśmy auto i ruszyliśmy ponownie w stronę Rovinj. W kolejnym dniu chcieliśmy już odpoczywać na plażach w okolicy Nin. Pierwotnie mieliśmy spędzić na Istrii trochę więcej czasu, ale jak się jedzie w środku sezonu bez zarezerwowanego noclegu to bywa różnie. Plan na ten dzień był ambitny: Rovinj, Pula i jakaś kąpiel w międzyczasie.

Zaparkowaliśmy na Parkingu Končeta. Cena to wspomniane już wcześniej 10 HRK za godzinę. Rozpoczęliśmy spacer w stronę morza, aby już wzdłuż brzegu dojść do tej malowniczej części, której zdjęcia widzieliśmy w necie. Po drodze znajdziecie mnóstwo miejsc, w których możecie trochę odchudzić Wasz portfel. My zaczęliśmy od lodów.

Pierwszy przystanek robimy, gdzieżby indziej, na placu zabaw. Dość fajnie wyposażone miejsce dla dzieciaków. Nowe sprzęty, widok na morze, czysto. Tuż obok placu zabaw znajduje się targ miejski, choć poprawniejsze byłoby chyba stwierdzenie, że to plac zabaw znajduje się koło targu;) Na targu można kupić wiele ciekawych rzeczy, za niekoniecznie ciekawą kwotę, ale zawsze coś się znajdzie. Przegięciem są na pewno ceny owoców. 50 złotych za kilogram winogron czy nektarynek, to przyznacie sami, że bije naszą pietruszkę na głowę.

W miejscu gdzie jest targ kończy się ruch kołowy. Dalej uliczki są tak wąskie, że transport odbywa się na jednośladach, ewentualnie meleksami. Ta część miasta to prawdziwa perełka wybrzeża Adriatyku. Każda uliczka zaprasza swoim wyglądem. Każda knajpka zaprasza do stolika, postawionego często niemalże nad taflą wody. Piękny widok ze wzgórza, na które koniecznie trzeba wejść. Poza widokiem, znajdziecie na nim kościół św. Eufemii. Zachęcamy do zwiedzenia.

Ostrożnie z wózkiem!

Pod kątem poruszania się z wózkiem dziecięcym, warto pamiętać, że uliczki są wąskie i wyłożone kamieniami. Kamienie bywają dość wyślizgane, a dodatkowo bywa dość stromo. Trzeba włożyć trochę siły w wepchanie wózka na górę i jeszcze więcej siły w trzymaniu go mocno przy schodzeniu w dół. Tak czy inaczej warto tu przyjechać. Szkoda, że wyszło tylko na pół dnia, bo Rovinj jest miejscem gdzie aż wypadałoby spędzić więcej czasu. Zasmakowaliśmy Istrii i kiedyś po drodze pewnie tu jeszcze zajrzymy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *